MENU

KATEGORIE

TOPLISTA

Torrent: THE MARS VOLTA - OCTAHEDRON (2009) [WMA] [FALLEN ANGEL]
THE MARS VOLTA - OCTAHEDRON (2009) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał: umezrorv
Data: 13-09-2020
Rozmiar: 322.05 MB
Seed: 1
Peer: 0
Pobierz torrent

  • *
Głosów: 0
Kategoria: MUZYKA -> ZAGRANICZNA
Zaakceptował: nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 0
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 0000-00-00 00:00:00
OPIS:
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



NACJONALIZM UCZY BYCIA DUMNYM Z RZECZY, KTÓRYCH SIĘ NIE ZROBIŁO I
NIENAWIŚCI DO LUDZI, KTÓRYCH SIĘ NIE SPOTKAŁO




Na „Ośmiościanie” zawarta jest muzyka troszeczkę różniąca się od tego, do czego The Mars Volta nas przyzwyczaiło. Ale najpierw… spójrzmy na czas trwania – 50:03. Od czasu „Frances The Mute” zespół nie schodził poniżej siedemdziesięciu minut! Często kończyło się to kompozycyjnym chaosem i widocznym brakiem umiejętności selekcjonowania materiału. Na tym tle „Octahedron” wypada świetnie. No bo nawet tak rewelacyjne „Frances…” może być po jakimś czasie uciążliwe i męczące. Najnowsze dzieło TMV nie zdąży nas zmęczyć. Poza tym bez problemów wyczuć można też tendencję zespołu do nagrania czegoś lżejszego. Spójrzmy chociażby na otwierający album „Since We’ve Been Wrong”. Chyba nigdy nie mieliśmy okazji słyszeć tak minimalistycznego i jednostajnego Mars Volty. Zespół opiera się pokusie dania czadu i nagrywa utwór idealny do plumkania w tle wieczorkiem. No ale klimat The Mars Volty jak najbardziej rozpoznawalny, a gitara Omara Rodrigueza wbija się w pamięć już po pierwszym razie.

„Teflon” też mógłby być dziesięć razy szybszy i zamiast gitary ze slidem atakować riffami. Ale nie atakuje. Utwór niemalże radiowy, ale zawierający już wszystko, co Mars Volta uwielbia, czyli dużo manipulacji dźwiękiem, przeszkadzaczy, połamanych rytmów. I czas na kolejną zmianę – początek „Halo Of Nembutals” przypomina „Abandonera” z solowego albumu Steve’a Wilsona. Później to już typowo marsvoltowe granie, bardzo na poziomie.

Wreszcie czas na moją osobistą perełkę:) Sam początek… Gitara grająca e-moll od razu przywołuje na myśl „Epitaph” Karmazynowego Króla. Ależ to jest podobne! Przy czym nie narzuca się. W „With Twilight As My Guide” jest naprawdę wiele z King Crimson, może trochę z Mercury Rev. Poza tym po prostu mam słabość do akustycznej strony TMV, a ten utwór mógłby się tak snuć przez całą noc i by mnie nie nudził. Dalej mamy „Cotopaxi” – najkrótszy, najbardziej zdatny do radia i chyba ten moment „Octahedron”, który lubię najmniej. Warto jednak zwrócić uwagę na gitary i efekty. Trzeba też przyznać, że to dobre, nie pozwalające się nudzić urozmaicenie.

Co mamy dalej… Świetne „Desperate Graves”, spokojniutkie „Copernicus” (polski akcent) z piękną melodią, flażoletami i innymi, przeróżnymi plamami dźwięków. The Mars Volta do słuchania nocą? Czemu nie! I wieńczący album „Luciforms” łączący w sobie dwa oblicza zespołu. Znów świetna praca gitar!

I to by było na tyle. Jakieś podsumowanie? Wariaci przestali wariować. Nagrali świetną, wyważoną i uporządkowaną płytę! O ile pierwszy z powyższych przymiotników mógł się wcześniej pojawiać w recenzjach poprzednich albumów The Mars Volta, pozostałe w odniesieniu do zespołu mogą zabrzmieć jak oksymoron. Wyważona płyta TMV? A tak! Czuć, że wiele razy przesłuchali „Octahedron” przed wydaniem i zadbali o to, żeby słuchacz się nie nudził i nie męczył. Nie powielają schematów. Można powiedzieć, że je troszkę uprościli. Dlatego pewnie wiele osób uzna piąty album Amerykanów za najsłabszy. Fakt – nie jest tak progresywny, nie ma takiego pazura i energii. Ale z drugiej strony nie widzę tu ani jednej kompozycji, która raziłaby chaosem, czy niedopracowaniem. Wróćcie pamięcią do „Goliata”. To nie była zła płyta. Tyle że świetne momenty ginęły w chaosie. Gdyby mieli wydać drugi taki progresywny album, to by zrobili wielki błąd. Wolę nie-progresywny, ale równy i spójny. Takie jest „Octahedron” i to jego największe zalety. Nawet jeśli nie dorównuje pierwszym trzem dziełom zespołu.

Roman Walczak



The Mars Volta spróbowała czegoś nowego. To ważna INFOrmacja dla wszystkich, którzy uważali, że grupa co roku będzie wydawać album z gitarowymi pOPISami ciągnącymi się przez 80 minut. Tym razem album jest krótki i składają się na niego... ballady.

Jeżeli ktoś oczekuje psychodelii i epickich utworów, srogo się zawiedzie. Oczywiście czuć, że to jest TMV, między innymi dzięki temu, że pierwszy z utworów stara się rozpocząć przez jakieś półtorej minuty, ale (chwilowa?) zmiana stylu to coś co trzeba wyraźnie podkreślić mówiąc o "Octahedronie".

Zdaje się, że płyta jest formą odreagowania przez zespół bogatego okresu twórczego, obfitującego w prawdziwie szaleńcze kompozycje. Ten czas wyciszenia nie tylko może być drogą do kolejnych interesujących a zarazem zakręconych albumów, ale i sam w sobie być bardzo interesującym i niespodziewanym kąskiem. Melodie są ciekawe, a perkusja brzmi szczególnie dobrze, jakby splatała kolejne utwory w całość. Dzieje się tak mimo że po raz pierwszy Mars Volcie nie towarzyszy wielki koncept.

Najlepsze kompozycje to, paradoksalnie, te, które kompletnie odcinają się od starego wizerunku grupy: krótkie i konkretne. Gdyby zespół podążył tym tropem, byłoby rewelacyjnie. Okazuje się jednak, że nadal powiela błąd związany z czasem trwania materiału. Tradycyjne płyty Mars Volty można było skrócić o 20 minut. Najnowszą, którą właśnie tak potraktowano względem poprzednich... również. Półgodzinny "Octahedron" mógł być genialną EP-ką i jednym z lepszych osiągnięć zespołu mimo odpuszczenia sobie skomplikowanej formy, tymczasem mimo wielu starań, cierpi na pewne cechy "wrodzone" grupy, która nie potrafiła się ich pozbyć.

Tak oto przedstawia się piąty studyjny longplay kapeli, która zazwyczaj zbiera od krytyków najwyższe noty lub ostre cięgi. Nie ma się co dziwić. TMV to sztuka w najczystszej postaci, która wzbudza skrajne emocje. Z nowym albumem zrywa nieco z etykietką przyczepioną jej przez złośliwych jakoby robili to co robią tylko po to, żeby pokazać, że potrafią. Bez znaczenia jednak jakie pobudki kierowały Omarem i Cedricem, otrzymaliśmy kolejną porcję interesujących piosenek, których warto posłuchać, nawet jeśli nie było się wcześniej oczarowanym "De-Loused In The Comatorium".

M.Kubicki



Zespół The Mars Volta począwszy od debiutanckiego albumu „De-Loused in the Comatorium” przyzwyczajał swoich słuchaczy do nieposkromionej, hałaśliwej i niełatwej w odbiorze odmiany rocka progresywnego. Każdym kolejnym dziełem stawiał coraz wyżej poprzeczkę cierpliwości potencjalnych odbiorców swojej muzyki. Kwestią czasu było zatem dojście w karierze zespołu do momentu, w którym ta nieokiełznana progrockowa machina nieco zwolni w biegu i zaproponuje muzykę łagodniejszą i łatwiejszą.

Zanim „Octahedron” ujrzał światło dzienne, muzycy The Mars Volta zapowiadali, że następca „The Bedlam in Goliath” będzie albumem akustycznym. Wszystkich fanów zespołu, którzy naiwnie wyczekiwali dzieła na miarę trzeciej płyty Led Zeppelin, Omar Rodriguez-Lopez i Cedric Bixler-Zavala z kolegami musieli jednak nieco zaskoczyć. Artyści w późniejszych wywiadach tłumaczyli, że „Octahedron” jest zespołem kompozycji będącym ich osobistą interpretacją pojęcia „album akustyczny”, odbiegającą od tradycyjnie pojmowanej płyty „unplugged”. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest to pozycja wyjątkowa na tle wcześniejszych dokonań The Mars Volta – choć muzycy wcale nie rezygnują z elektrycznych brzmień, to jednak dla celów „Octahedron” pozbywają się niektórych charakterystycznych dla brzmienia grupy elementów. Specjalne efekty dźwiękowe, tzw. sound manipulation zostały w pewnym stopniu ograniczone, Rodriguez-Lopez ponadto tym razem zupełnie zaniechał współpracy z saksofonistą. Jednak za stwierdzeniem, że „Octahedron” w porównaniu z poprzednimi albumami zespołu brzmi niemal ascetycznie, przemawia przede wszystkim fakt, że poza szaleńczym „Cotopaxi” praktycznie nie ma tu naszpikowanych gitarowo-perkusyjnym zgiełkiem, hałaśliwych kompozycji.

Jakkolwiek mocno różni się „Octahedron” jako całość od wcześniejszych płyt formacji, ciężko stwierdzić, jakoby The Mars Volta miał na tym albumie odkryć nieznane dla siebie wcześniej muzyczne horyzonty. Płyta jest bowiem w zasadzie zbiorem przystępnych rockowych utworów, opartych na pomysłach, które można odnaleźć pomiędzy gęstwinami skomplikowanych kompozycji z wcześniejszych płyt. Każdy bowiem album grupy, jakkolwiek trudny i zawiły, dawał słuchaczowi nieco wytchnienia w postaci bądź to prostego rockowego songu, bądź też wyjątkowej urody lirycznej ballady. I takie właśnie utwory składają się na „Octahedron”. Mamy tu rockowe „Teflon”, "Halo of Nembutals", czy nieco bardziej drapieżny „Desperate Graves” i wspomniany „Cotopaxi”, z drugiej strony zaś spokojne, w dużym stopniu oparte na współdziałaniu gitary i wokalu „Since We’ve Been Wrong”, „Copernicus” i najciekawszy z tej trójki „With Twilight as My Guide”. Jedynym zdecydowanie wyróżniającym się z tej kolekcji utworem jest zamykający płytę „Luciforms” – najbardziej rozbudowany utwór na płycie, który poza dzikim gitarowym solo Rodrigueza-Lopeza w zasadzie niewiele przypomina progresywne utwory z wcześniejszych płyt zespołu.

Mimo że „Octahedron” to najbardziej stonowana i przystępna płyta w dyskografii The Mars Volta, niekoniecznie stanowi ona właściwy materiał dla tych, którzy pragną rozpocząć przygodę z muzycznym dorobkiem tego zespołu, gdyż w żadnym wypadku nie jest to dla muzyki grupy dzieło reprezentatywne. Słuchając „Octahedron” nie sposób nie odnieść wrażenia, że taka a nie inna płyta z czysto artystycznego punktu widzenia została nagrana w jednym konkretnym celu – niejako dla wytchnienia słuchaczy, do tej pory karmionych bądź co bądź intrygującymi, aczkolwiek ciężkostrawnymi nawałnicami hałaśliwych nut. Nie ulega więc wątpliwości, że Rodriguez-Lopez nie pociągnie tej muzycznej linii na następnym albumie The Mars Volta. Dla tych zaś słuchaczy, którym brakuje premierowego muzycznego szaleństwa rodem z El Paso, pozostaje kwerenda wśród sześciu albumów, które artysta wydał w mijającym roku pod swoim nazwiskiem.

Przemysław Stochmal




Since We’ve Been Wrong 7:21
Teflon 5:04
Halo Of Nembutals 5:31
With Twilight As My Guide 7:52
Cotopaxi 3:38
Desperate Graves 4:57
Copernicus 7:23
Luciforms 8:22




Cedric Bixler-Zavala - Vocals
Omar Rodríguez-López - Guitar
Pablo Hinojos González - Sound Manipulation, Guitar
Marcel Rodríguez López - Sound Manipulation
Isaiah Ikey Owens - Keyboards
Adrián Terrazas González - Flute, Tenor
Saxophone, Bass Clarinet, Percussion
Juan Alderete De La Pena - Bass
Thomas Pridgen - Drums




https://www.youtube.com/watch?v=vDSNRglMEnY



!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START JAK BĘDĄ CHĘTNI... 100% Antifascist
DETALE TORRENTA:[ Pokaż/Ukryj ]

Podobne pliki
The Mars Volta - Octahedron 2009 [Mp3]
The Mars Volta - Octahedron 2009 [Mp3]
The Mars Volta - discography
The Mars Volta - discography
The Mars Volta-The Bedlam In Goliath[2008][mp3@176]
The Mars Volta-The Bedlam In Goliath[2008][mp3@176]
IRON ANGEL - EMERALD EYES (2020) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
IRON ANGEL - EMERALD EYES (2020) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
Sacred 2: Fallen Angel
Sacred 2: Fallen Angel
Sacred 2: Fallen Angel [ENG]
Sacred 2: Fallen Angel [ENG]
Sacred 2: Fallen Angel [ENG]
Sacred 2: Fallen Angel [ENG]
Sacred 2: Fallen Angel [GER] [2CD]
Sacred 2: Fallen Angel [GER] [2CD]

Komentarze

Brak komentarzy

Zaloguj się aby skomentować