MENU

KATEGORIE

TOPLISTA

Torrent: TOTENMESSE - TO (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
TOTENMESSE - TO (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał: umezrorv
Data: 13-09-2020
Rozmiar: 313.27 MB
Seed: 1
Peer: 0
Pobierz torrent

  • *
Głosów: 0
Kategoria: MUZYKA -> ZAGRANICZNA
Zaakceptował: nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 0
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 0000-00-00 00:00:00
OPIS:
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



NACJONALIZM UCZY BYCIA DUMNYM Z RZECZY, KTÓRYCH SIĘ NIE ZROBIŁO I
NIENAWIŚCI DO LUDZI, KTÓRYCH SIĘ NIE SPOTKAŁO




Totenmesse to świeżynka w katalogu Pagan Records, ale między rogatym a prawdą, zespół tworzą dobrze znani jegomoście, stanowiący m.in. trzon krakowskiej Odrazy.

Mowa tutaj o stojącym za mikrofonem Stawroginem i kolegą od blastów, Priestem. W jakiejkolwiek konfiguracji i odmianie black metalu ta dwójka by nie próbowała sił, dostarczają pierwszorzędny materiał. Niestety, albo stety, choć na krążku słyszymy dodatkowe gardła (Wędrowcy Tułacze Zbiegi) nowy projekt nie uniknie porównań do wspomnianej wcześniej, przesiąkniętej defetyzmem i wódka Odrazy. Tamten twór póki co pozostaje dokładnie tam gdzie powinien, w piwnicy, undergroundzie – zwał jak zwał, i przyjdzie jeszcze czas aby sobie o nim przypomnieć. Nim to nastąpi „To” jawi się jako logiczny następca „Esperalem Tkane”, i jeśli ktoś doszukiwał się takiego w ubiegłorocznych Biesach, to był w poważnym błędzie.

W odróżnieniu od pozostałych (licznych) projektów w których udzielają się Priest i Stawrogin, Totenmesse to zespół z krwi i kości, który w niedalekiej przyszłości powinien koncertować. Wyjście z piwnicy w pięcioosobowym składzie to nie tylko powód do wypicia kolejnej flaszki w doborowym towarzystwie, co świetna wymówka aby pokazać „To” jak najszerszemu gronu odbiorców czarno metalowej sztuki. Uważam wręcz, że to właśnie „To” może poważnie namieszać w tegorocznych zestawieniach, bynajmniej nie ze względu na specyficzne kojarzące się Odrazą brzmienie (naturalność, flow) i nie mniej charakterystyczne teksty Stawrogina. Główny powód jest prozaiczny i mający pełne odzwierciedlenie w muzyce. Totenmesse nie wymyśla black metalu na nowo, a jedynie żongluje znanymi już tematami w sposób inteligentny, a miejscami, zwłaszcza w najszybszych momentach, z niemal młodzieńczą werwą. Materiał nie waliłby tak po pysku, gdyby nie intensywna gra Priesta, który obok Darkside’a jest obecnie moim ulubionym polskim perkusistą. W kwestii tego drugiego wydane znikąd i od czapy najnowsze Kriegsmaschine dowodzi, iż primo: rzeczy niemal wybitne doskonale nagrywa się we dwójkę, a secundo: to garowy ma w tym wypadku najwięcej do powiedzenia (rżnąca z Mgły i Kriesgsmaschine wychwalana na zachodzie Uada mogłaby wziąć to do serca).

Nie inaczej jest w Totenmesse, choć tutaj ścieżki bębnów są narzędziem potrzebnym do zniszczenia, właściwa „magia” dzieje się w warstwie tekstowej („Zamarzło”) i wokalnych pOPISach. Jeśli chodzi o black metal jest to najlepiej zaśpiewany i zaaranżowany materiał tego roku. Niestety album ma jedną, ale mocno psującą odbiór wadę. Kompletnie nie rozumiem umieszczenia tu coveru King Crimson, który może nie tyle szpeci „To”, co pokazuje grupę z zupełnie innej perspektywy, której po członkach Totenmesse nikt się nie spodziewał, ani tym bardziej nigdy nie chciał jej usłyszeć. O ile sam utwór klasyków prog rocka w żadnym wypadku się nie zdezaktualizował (tekst!), tak podanie go w formie dwuminutowego, karkołomnego strzału między oczy nie przemawia ani do mnie, ani - jak da się zaobserwować w innych recenzjach - do kolegów po piórze. Poza tym debiut Totenmesse to obowiązkowa lektura dla każdego fana krajowej ekstremy.

Grzegorz Pindor




Określenie supergrupa to broń obosieczna. Z jednej strony stanowi wdzięczny punkt wyjścia dla sprawnej promocji – nie ma w końcu nic prostszego jak poobklejać płyty i materiały prasowe logosami znanych kapel i krzykliwymi sloganami, zapewniając zwiększone zainteresowanie wypuszczanym materiały już na starcie. Z drugiej coraz częściej przybiera wydźwięk negatywny – nagminnie zdarza się bowiem, że szumnie rozkręcane supergrupy to nic innego jak próba sprzedaży ładnie zapakowanych produktów, za którym nie stoi żadna muzyczna jakość.

Nie wiem czy członkowie Totenmesse sami siebie określiliby wspomnianym mianem, jednak pojawienie się w kontekście zespołu takich nazw jak kolektyw LTWB, Massemord, Voidhanger, Medico Peste, Biesy czy Odraza z automatu musi rozbudzać wyobraźnię fanów krajowego podwórka bm.

Krakowsko-tarnowski kwintet stanowi efekt ponownego spotkania Priesta i Stawrogina (odpowiedzialnych za Odrazę) uzupełnianego o znanych z Hell United i Ortank Rzultego, Voida i Bartollo. Dodając do tego to, że debiutancki album ukazał się nakładem niezawodnej Pagan Records, otrzymujemy komplet składowych, które – zdawać by się mogło – skazują Totenmesse na nieunikniony sukces. Czy jednak w sukurs gwarantowanemu zainteresowaniu idzie satysfakcjonujący poziom zamieszczonych na To treści?

Spodziewających się wyłącznie black metalowej nawałnicy dźwięków, lektura To może srogo zdziwić. Bo choć black metal jest na debiucie Totenmesse spoiwem głównym, muzycy śmiało sięgają po dużo bardziej urozmaicone formy wyrazu. Pusty dzwon otwiera dla przykładu doom metalowy riff, który przywodzi na myśl twórczość ojców założycieli z Black Sabbath. Na krążku odnaleźć można też ukłony w stronę death, post i industrial metalu, a nawet (traktowane pół żartem, pół serio) grindcore’owe wycieczki (w postaci wariacji na temat 21st Century Schizoid Man King Crimson). Mimo sporej rozpiętości stylistycznej, muzykom udaje się uniknąć niezdecydowania i rozlazłości, krążek nie sprawia wrażenia niespójnego czy porozrywanego zbyt dużą ilością niewspółgrających ze sobą pomysłów i kierunków. Wartymi odnotowania jest również świetne melodie, umiejętnie wplecione w przeważnie agresywne i zblastowane kompozycje – na szczególną uwagę zasługują te z Istne gówno duszą cuchnie, Zamarzło, Łuna, oraz najlepszej moim zdaniem kompozycji na płycie Cienie wzbijane palcami.

Duże brawa należą się Stawroginowi za aranżację napisanych niemal w całości po polsku tekstów. Muzyk nie pierwszy raz udowadnia, że jest jednym z najbardziej charakterystycznych wokalistów polskiej sceny bm, a jego sugestywne wokale stanowią zawsze mocny punkt projektów, na liście twórców których się znajduje.

Nie da się oczywiście uciec od najbardziej oczywistego skojarzenia To z wydanym w 2014 roku albumem Esperalem Tkane. O ile jednak płyta Odrazy wypełniona była odorem zatęchłej meliny, potu, nieprzetrawionego alkoholu oraz zalegających w wilgotnych kątach niedopałków tanich fajek, debiut Totenmesse oferuje w to miejsce nocną wycieczkę po zaułkach zmarzniętego miasta, w którym ciepło można odnaleźć jedynie w cuchnących uryną bramach i na zadymionych smogiem podwórkach. Na poły obłąkańcza i paranoidalna wyprawa, przesiąknięta jest klimatem zimna, cienia i obskurności betonowych murów.

I o ile nie można nazwać muzyki prezentowanej przez Totenmesse graniem wybitnie nowatorskim (To nie oferuje w zasadzie niczego, czego sympatycy śląskiej i małopolskiej sceny bm wcześniej by już nie słyszeli), debiutancki album grupy poznać jak najbardziej warto. Bo to po prostu kawał solidnego, świetnie napisanego materiału. I ja to kupuje.

Synu




Większość osób upatrywało – a nawet wciąż upatruje – Odrazy 2.0 w debiutanckim materiale Biesów. I o ile „ideologicznie” faktycznie są to podobne wydawnictwa, tak brzmieniowo znacznie bliżej Odrazy stoi niemal równie różnorodne „To” Totenmesse. Ale, ale – to wciąż nie jest podobieństwo na tyle silne, by traktować Totenmesse jako bezpośrednią kontynuację „Esperalem Tkane”. „To” żyje swoim własnym, niezbyt radosnym życiem.

Porównania do Odrazy nie powinny jednak dziwić, bowiem w składzie Totenmesse figurują zarówno Priest, jak i Stawrogin. Zespół dopełniają znani choćby z nie istniejącego już Hell United Bartollo, Void i Rzułty. Skojarzenia z „Esperalem Tkane” są zatem jak najbardziej na miejscu – partie wokalne Stawrogina są zbliżone do tych, które znamy z debiutu Odrazy, również styl gry Priesta i brzmienie bębnów mogą przywoływać na myśl ten właśnie materiał. Punkty wspólne znaleźć można zresztą w ogóle w produkcji albumu – ta jest tak samo brzydka i postrzępiona. O ile jednak „Esperalem Tkane” była na swój sposób płytą nawet przebojową, tak „To” jest nieco mniej oczywista. Okej, również i tutaj znajdziemy nieco więcej przestrzeni i melodii („Istne gówno duszą cuchnie”, „Cienie wzbijane palcami”), jednak mrok serwowany przez Totenmesse jest cholernie gęsty i momentami trudny do przebicia. Powiedziałbym, że „To” jest albumem, na którym silniejsza jest pewna wizja, spójność, aczkolwiek na który też potrafi wkraść się nieco chaosu. Za taki mam cover – a może raczej dość luźną interpetację – klasyka „21st Century Schizoid Man”. Totenmesse ograniczyli go do zaledwie dwóch minut, zamieniając w bardzo mocny, właściwie death metalowy strzał, który jednak nieco wybija z paskudnie depresyjnego, brudnego klimatu „To”. „Od pewnego czasu uważałem, że tekst oryginału świetnie sprawdziłby się w prostym i agresywnym numerze” – okej, rozumiem wytłumaczenie Stawrogina, ale jednak mimo wszystko sądzę, że akurat te dwie minuty są zupełnie zbędne. Przymknijmy jednak oko na tę krótką wpadkę i odbierzmy „To” jako twór niemal beznadziejny w swoim wydźwięku. Warto zwrócić uwagę chociażby na to, jak Stawrogin rozpaczliwie krzyczy w „Zamarzło”, warto przeanalizować niezbyt optymistyczne teksty. Debiut Totenmesse to kawał depresyjnego kloca, z którym jednak naprawdę ma się ochotę obcować.

Z przyjemnością przysłuę się kolejnym świetnym polskim black metalowym albumom. Kły, Entropia, Voidhanger, Gorycz, Kriegsmaschine, Totenmesse – to tylko sam początek wyliczanki, świadczący o tym, że jednak te nasze polskie serca są czarne. Bardzo bym chciał, żeby Totenmesse – w przeciwieństwie do Odrazy – kontynuowało działalność, zarówno studyjną, jak i sceniczną. Sądzę, że z tej brzydkiej, ale niezwykle życiowej formuły można wycisnąć jeszcze więcej i jestem niemal przekonany, że tych gości stać na to jak mało kogo.

Michał Fryga




Totenmesse już zostało obwołane polska super grupą black metalową. Nie wiem gdzie to przeczytałem, ale utkwiło mi to w głowie jak drzazga pod napletkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że grają tam znane persony.

Warto wymienić, że za wokale odpowiada Stawrogin, a perkusją zajmuje się Priest. Resztę składu stanowią muzycy znani choćby z Hell United, który to twór, zanim opuścił ten ziemski padół, pozostawił po sobie kilka zacnych materiałów. Ci panowie postanowili połączyć swe siły i powołać do życia Totenmesse. Owocem tej kolaboracji jest pierwsza płyta zatytułowana „To”. Nie może być tu mowy o radykalnej zmianie zainteresowań muzycznych członków zespołu, więc mamy tu do czynienia z black metalem. Jednak, jak to na polskiej scenie BM bywa: nie może być prosto i jednoznacznie. Tu mamy black metal bardzo zbliżony do swojej klasycznej formy. Żeby napisać to najprościej jak to możliwe: więcej jest napierdalania. Ale oczywiście mnóstwo jest momentów, kiedy to wszytko zwalnia, staje się bardzo melodyjne czy wręcz melancholijne. Robotę robią tu wokale Stawrogina, który na ten moment jest jednym z bardziej wszechstronnych wokalistów na naszej rodzimej scenie black metalowej. Warto tu przywołać numer „Istne gówno dusza cuchnie” gdzie mamy nie tylko zajebiste gardłowe wycia, ale i naprawdę świetne czyste deklamacje. Zresztą „Istne gówno dusza cuchnie” to według mnie jeden z najlepszych numerów na płycie. Intryguje mnie też „Zamarzło”. Numer strasznie niejednoznaczny, wielowymiarowy i rozwojowy. Kompletna inna bajka jest z coverem „21st Century Schizoid Man”. Zdaje się tu kompletnie nie pasować, a stanowi coś w rodzaju pomostu między pierwszą i drugą częścią płyty. W tej drugiej części mamy chyba jeszcze więcej black metalu inspirowanego skandynawską szkoła rzemiosła, zagranego oczywiście w polskim stylu. Tu warto wymienić „Kaiser Tot” czy „Cienie wzbijane palcami”, jako przykłady znakomitych kompozycji.

Przyznam szczerze, że ja jestem poruszony debiutem Totenmesse. Bardzo ciekawa płyta od nietuzinkowych muzyków. Zdecydowanie warto dorzucić „To” do grona płyt do sprawdzania. I to zakupienia.

Pathologist




1. Pusty Dzwon 5:28
2. Istne Gówno Duszą Cuchnie 5:16
3. Zamarzło (Lyrics By ['Anhelli'] – Juliusz Słowacki) 4:25
4. 21st Century Schizoid Man (Lyrics By – Peter Sinfield, Music By – King Crimson) 2:07
5. Kaiser Tot 6:45
6. Łuna 7:18
7. Cienie Wzbijane Palcami (Lyrics By ['Ciemny Krąg'] – Władysław Broniewski) 4:26
8. To 6:30




Bass – Bartollo
Drums – Priest
Guitar – Void
Guitar, Lyrics By – Rzulty
Vocals, Lyrics By – Stawrogin




https://www.youtube.com/watch?v=y6l3Ep3ehx0



!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM... 100% Antifascist
DETALE TORRENTA:[ Pokaż/Ukryj ]

Podobne pliki
KRIEGSMASCHINE - APOCALYPTICISTS (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
KRIEGSMASCHINE - APOCALYPTICISTS (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
SUBMOTION ORCHESTRA - KITES (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
SUBMOTION ORCHESTRA - KITES (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PAN.THY.MONIUM - KHAOOOHS (1993/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PAN.THY.MONIUM - KHAOOOHS (1993/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
XavlegbmaofffassssitimiwoamndutroabcwapwaeiippohfffX - Gore 2.0 (2018) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
XavlegbmaofffassssitimiwoamndutroabcwapwaeiippohfffX - Gore 2.0 (2018) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
SAXON - CRUSADER (1984/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
SAXON - CRUSADER (1984/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
RIKARD SJöBLOM'S GUNGFLY - FRIENDSHIP (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
RIKARD SJöBLOM'S GUNGFLY - FRIENDSHIP (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
OLD BREAKOUT - TRIBUTE TO NALEPA & KUBASIŃSKA (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
OLD BREAKOUT - TRIBUTE TO NALEPA & KUBASIŃSKA (2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PAN.THY.MONIUM - DAWN OF DREAMS (1992/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PAN.THY.MONIUM - DAWN OF DREAMS (1992/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]

Komentarze

Brak komentarzy

Zaloguj się aby skomentować