MENU

KATEGORIE

TOPLISTA

Torrent: ENCOFFINATION - III: HEAR ME, O' DEATH (SING THOU WRETCHED CHOIRS) (2014) [WMA] [FALLEN ANGEL]
ENCOFFINATION - III: HEAR ME, O' DEATH (SING THOU WRETCHED CHOIRS) (2014) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał: umezrorv
Data: 20-02-2021
Rozmiar: 384.17 MB
Seed: 1
Peer: 0
Pobierz torrent

  • *
Głosów: 0
Kategoria: MUZYKA -> ZAGRANICZNA
Zaakceptował: nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 0
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 0000-00-00 00:00:00
OPIS:
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


Amerykański duet ENCOFFINATION powraca z najnowszą trzecią płytą. "III - Hear Me, O' Death" to 60 minut przytłaczającego, mrocznego i wolnego death metalu prosto z piekła!
Pozycja obowiązkowa dla fanów INCANTATION, RIPPIKOULU, MORPHEUS DESCENDS, DISEMBOWELMENT.

Dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Oczywistym było, że Encoffination w żaden sposób nie zrewolucjonizuje swojej muzyki. No bo cóż mógłby zespół tego pokroju zrobić w dziedzinie auto rozwoju? Zagrać szybciej, skoczniej, weselej? Wprowadzić niestandardowe instrumentarium? Zdecydować się na stylistyczne eksperymenty? Wszystkie powyższe dywagacje brzmią w równym stopniu komicznie co niedorzecznie. Ludzie tworzący Encoffination otwarcie przyznają, że mają fioła na punkcie śmierci. Zespół przed premierą "III - Hear Me, O' Death" miał na koncie dwie pełne płyty oraz pomniejsze wydawnictwa i na żadnym z nich nie zboczył z obranego kursu. Mało tego, każdy kolejny krążek przynosił dotkliwszy odór trumiennej stęchlizny. Czy właśnie tak należy rozumieć rozwój? Śledząc dotychczasowe poczynania ponurego duetu można dojść do wniosku, że w tym przypadku progres paradoksalnie ściśle związany jest regresem. Podążając tym tropem mam wrażenie, że Encoffination jeszcze bardziej pogrążył się w odmętach szaleństwa. Być może bredzę, ale mozolnie świdrujące gitary ocierają się o zgiełk charakterystyczny dla nurtu drone. Poza tym trudno oprzeć się wrażeniu, że asceza od zawsze obecna w muzyce Amerykanów jeszcze nigdy w równie dużym stopniu nie kształtowała jej oblicza. Słucham "III - Hear Me, O' Death" i trudno mi wyprzeć z wyobraźni wizję istot niemrawo acz nieustępliwie pogrążających się w piekielnych katakumbach. Mam wrażenie, że dla Encoffination to droga bez odwrotu.

Robert Jurkiewicz

Opiniotwórcze pismo „Tylko Rock”, piórem Igora Stefanowicza porównało onegdaj zawartość albumu „Blood Ritual” Samael do wpychania walca drogowego na szczyt góry. Trzeci album Encoffination aż prosi się o zrecenzowanie za pomocą równie poetyckich metafor rozpiętych od zdezelowanych pojazdów do sztuki funeralnej, bo trudno słowami ugryźć tak nieprzystępną, monochromatyczną muzykę. Jest jednak „Hear Me, O’Death…” bytem osobliwym i wbrew pozorom nieoczywistym na tle swoich poprzedników.

Upychany przeważnie do szufladki „funeral doom”, Encoffination nie ma tak naprawdę wiele wspólnego ani z psychodelicznymi odjazdami Esoteric, ani z podniosłym nastrojem Skepticism. Korzenie muzyki tego niepięknego duetu tkwią w „nowojorskim” death metalu w stylu Incantation, zagranym w ślimaczym tempie charakterystycznym dla twórczości Necro Schizma czy Disembowelment. „Hear Me, O’Death…” snuje się po tej samej grocie co jego poprzednicy, przy czym coraz wyraźniej odkleja się od swojego deathmetalowego rdzenia, rezygnując z szybszych partii czy riffów a’la „Onward To Golgotha”. Encoffination formalnie zapada się w siebie, ograniczając środki wyrazu do transowego łupania w bębny, basowego tła, monotonnych flażoletów i wokali z dna kanalizacji. „Hear Me, O’Death…” sięga głębin trumienności, za którymi są już tylko metalowe drony, tzn. bardziej „funeral domowo” grać się już chyba nie da. Trudno mi nawet stwierdzić, czy ta płyta spodoba się tym, którzy w Encoffination widzą przede wszystkim zespół deathmetalowy, tylko taki puszczony na gramofonie z poluzowanym paskiem. Tym bardziej, że prawie godzina w towarzystwie tak obłąkanych nut to kamieniołomy, a nie wczasy.

Oczywiście, muzyka jest po to, aby dostarczać przyjemności a nie danych do badań, ale jeśli ktoś odczuwa usilną potrzebę „zrozumienia” nowego albumu Encoffination, być może wskazówką będzie właściwy kontekst. Nie chciałbym tu na siłę doklejać Ghoatowi i Elektrokutionerowi wzniosłych artystycznych ambicji, ale „Hear Me, O’Death…” raczej operuje metalowymi środkami wyrazu niż faktycznie mieści się w gatunku. Właściwszego punktu odniesienia szukałbym raczej w muzyce japońskich szaleńców z Corrupted. W moim przekonaniu na płyta ma się do doom/death metalu jak „From All Purity” Indian do sludge’u albo „Dopesmoker” Sleep do stoner rocka. Taka popchnięta do ekstremum formuła nie każdemu może przypaść do gustu i nawet dla mnie jest to płyta „na specjalne okazje”, dlatego powstrzymam się od oceny punktowej, bo ta wahałaby się w zależności od okoliczności. Wierzę jednak, że koneserzy muzyki nieprzyzwoitej odnajdą się w tej estetycznej degrengoladzie choćby i od święta, bo „Hear Me, O’Death…” warta jest tego, przy przynajmniej spróbować się z nią zmierzyć.

Bartosz Cieślak

Z takimi płytami to zawsze jest problem. Nigdy nie mam pojęcia, jak takie dźwięki ugryźć. Jak się do nich odnieść, jak je OPISać, aby miało to jakiś sens. Skupić się na czysto muzycznej stronie całości, to tak jakby zamknąć recenzję w jednym zdaniu, które stwierdziłoby, że oto walec wyjechał na drogę i miażdży wszystko, co tylko spotka na niej spotka. Tak zdecydowanie byłoby najprościej. Najprościej nie oznacza jednak najlepiej, a więc nie mam niejako wyboru i zmuszony jestem pochylić się na trzecim dużym albumem tego bardzo specyficznego tworu głębiej. Skupianie się jednak na każdym dźwięku i OPISywanie utworu jeden po drugim jest bez sensu. Ten materiał jest tak mocno spójny, że odbieranie go w inny sposób niż jedna całość nie jest możliwe. Przede wszystkim trzeba otwarcie przyznać, że w muzyce Encoffination nie ma death metalu. Może kiedyś ten zespół miał w sobie jakieś pierwiastki zaczerpnięte z tej sceny, ale w chwili obecnej zanikły one na dobre. Zdecydowanie łatwiej nazwać tą muzykę funeral doom metalem, ale i to nie oddaje wszystkiego. Nie znajdziecie tu żadnych partii, które w przypływie wielkiej łaskawości można by nazwać szybkimi. Całość jest cholernie ciężka, cholernie wolna. Sunie to wszystko nisko przy ziemi, wgniata w podłogę i zaraża umysł. Mocno hermetyczna rzecz wyszła tym razem Encoffination. Rzecz, którą zaakceptują jedynie najwytrwalsi zawodnicy. Ten album adresowany jest do ludzi, którzy w ciemnych i wilgotnych piwnicach czują się, jak w domu. Ta płyta słuchana w takich miejscach gotowa jest doprowadzić do wariactwa. Te bulgoczące wokale dobiegające z samego dnia studni, do tego zupełnie niezrozumiałe. Nie mam wątpliwości, że to jedynie kolejny instrument w układance Amerykanów. Gitary rzężą okrutnie, na tyle okrutnie, że już tylko krok dzieli je od dronów. Te flegmatyczne, ciągnące się w nieskończoność motywy są w stanie wytrącić z równowagi, ale jednocześnie jest w nich coś hipnotycznego. Wprowadzają w otępienie i trudno się z tego stanu wyrwać nawet po wyłączeniu płyty. O perkusji nie ma sensu za wiele pisać, bo częstotliwość jej uderzeń jest bardzo mała. Uderza jednak wtedy, kiedy naprawdę musi, a że robi to bardzo skutecznie, to już inna sprawa. Tu jednak nie chodzi o techniczne zawijasy. To nie ta bajka. Encoffination żyje w zupełnie innym świecie. Świecie, w którym rządzi okrutna smoła lejąca się z głośników. Do tego lejąca się tak obficie, że zalepi wam uszy i nie tylko. Tej muzyki nie puścicie wśród znajomych, nie ubarwicie nią jakiegoś spotkania. No chyba, że stypę. Wtedy może być ok. Nie wiem komu mam polecić ten album. Degeneratom, którzy mają w/w smołę w żyłach zamiast krwi polecać nie muszę, a całej reszcie, która odważy się spróbować „III – Hear Me, O’ Death (Sing Thou Wretched Choirs)”, życzę wytrwałości. Za straty psychiczne nie biorę odpowiedzialności.

Paweł Denys

1. Processional - Opvs Thanatologia   1:01
2. Charnel Bowels Of A Pvtrescent Earth   6:46
3. Cemeteries Of Pvrgation   7:22
4. Crowned Icons   7:19
5. Rotting Immemorial   7:01
6. From His Holy Cvp, Drink; Come Death   9:27
7. Pale Voices   8:44
8. Movld Of Abandonment   10:27

Vocals, Guitar, Bass, Synth – Ghoat
Drums, Percussion – Elektrokutioner

https://www.youtube.com/watch?v=M_I-xEBhOgQ

NIE ZACHOWUJ SIĘ JAK PRAWDZIWY POLSKI KATOFASZYSTA... POBIERAJĄC UDOSTĘPNIAJ... UDOSTĘPNIAJ TAKŻE PO POBRANIU!

INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM...                       100% Antifascist
DETALE TORRENTA:[ Pokaż/Ukryj ]

Podobne pliki
ENCOFFINATION - III: HEAR ME, O' DEATH (SING THOU WRETCHED CHOIRS) (2014) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
ENCOFFINATION - III: HEAR ME, O' DEATH (SING THOU WRETCHED CHOIRS) (2014) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
ENCOFFINATION - O'HELL, SHINE IN THY WHITED SEPULCHRES (2011) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
ENCOFFINATION - O'HELL, SHINE IN THY WHITED SEPULCHRES (2011) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
ENCOFFINATION - O'HELL, SHINE IN THY WHITED SEPULCHRES (2011) [WMA] [FALLEN ANGEL]
ENCOFFINATION - O'HELL, SHINE IN THY WHITED SEPULCHRES (2011) [WMA] [FALLEN ANGEL]
DEATH - LEPROSY (1988/2014 LTD. EDITION) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
DEATH - LEPROSY (1988/2014 LTD. EDITION) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
DEATH - LEPROSY (1988/2014 LTD. EDITION) [WMA] [FALLEN ANGEL]
DEATH - LEPROSY (1988/2014 LTD. EDITION) [WMA] [FALLEN ANGEL]
TUFF ENUFF - SUGAR, DEATH AND 222 IMPERIAL BITCHES (2014) [WMA] [FALLEN ANGEL]
TUFF ENUFF - SUGAR, DEATH AND 222 IMPERIAL BITCHES (2014) [WMA] [FALLEN ANGEL]
TUFF ENUFF - SUGAR, DEATH AND 222 IMPERIAL BITCHES (2014) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
TUFF ENUFF - SUGAR, DEATH AND 222 IMPERIAL BITCHES (2014) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
NEPAL DEATH - NEPAL DEATH (2021) [FLAC] [FALLEN ANGEL]
NEPAL DEATH - NEPAL DEATH (2021) [FLAC] [FALLEN ANGEL]

Komentarze

Brak komentarzy

Zaloguj się aby skomentować