MENU

KATEGORIE

TOPLISTA

Torrent: BUDGIE - BANDOLIER (1975/2016) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - BANDOLIER (1975/2016) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
Dodał: umezrorv
Data: 02-04-2021
Rozmiar: 79.01 MB
Seed: 1
Peer: 0
Pobierz torrent

  • *
Głosów: 0
Kategoria: MUZYKA -> ZAGRANICZNA
Zaakceptował: nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 2
Liczba komentarzy: 1
Ostatnia aktualizacja: 0000-00-00 00:00:00
OPIS:
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


Jak wspomniał Wojciech, poprzez płytę „In For The Kill” papuzia przeistoczyła się w sokoła; groźne, drapieżne stworzenie, które wie, czego chce. Ten krążek z 1974 roku jest jednym z dwóch, które uważam za najlepsze w dyskografii kapeli. Omawiany dziś „Bandolier” jest drugim z nich.

Wojciech napomknął, że „In For The Kill” obok artystycznego, odniosło również sukces komercyjny. 29. miejsce zawojowaniem list trudno nazwać (zwłaszcza jeśli do tego porówna się wyniki konkurencji), a kolejne trzy pokolenia rodu Shelley’ów Ferrari Testarossami rozbijać się raczej nie będą, ale lepsze to, niż nic. Tym bardziej, że historia łaskawa dla Budgie nie była; wyższego wyniku już nie osiągną.

„Bandolier” to kontynuacja drogi poprzedniczki z pewnymi urozmaiceniami. Jedni nazwą „Slipaway” i „Who Do You Want For Your Love” dziwactwami; ja natomiast powiem, że to pewne odmienne smaczki, dodające pikanterii całości.

Pierwszy z nich to fajnie snujący się gitarowy motyw, podchodzący pod funky. Wprawdzie Shelley, śpiewający jak baba, pasuje tutaj jak ta lala do „Koko Euro Spoko”, jednak o dziwo całość zupełnie nie drażni, by nie rzec, że ciekawie się jej słucha. Tak jakby na przeciwwagę ciężkości poprzedniego longplaya.

Gdzieś dawno temu czytałem, że „Who Do You Want For Your Love” musieli kiedyś usłyszeć Kiedis i Pchełka zanim, założyli Red Hot Chili Peppers. Nie jestem w stanie się do tego stwierdzenia odnieść, jako że fanem RHCP (delikatnie powiedziawszy) nie jestem. Kawałek może i rzeczywiście niesie ze sobą tę lekkość i luz poczynań Pampersów, jednak czy aby na pewno ten numer był protoplastą tego, z czego kalifornijski kwartet dwie dekady póżniej zasłynie? Na to pytanie niech już każdy sam sobie odpowie.

Poza tym „Bandolier” wypełniają już konkretne wymiatacze, utrzymane w wypracowanym na poprzedniej płycie papuzim stylu. „Breaking All The House Rules” to świetna gitarowa - otwierająca i prowadząca całość – partia. „I Can’t See My Feelings” to fajny, rozbujany rytm, a „I Ain’t No Mountain” to ciekawie wyluzowany kawałek z miłym dla ucha refrenem.

Natomiast „Napoleon Bona – Parts 1&2” to już osobna bajka. Dwie części; pierwsza to delikatnie i wolno snująca się niby-balladowatość, natomiast druga to metalowa jazda bez trzymanki. Mamy tutaj i konkretny riff i świetnie nakręcającą całość sekcję rytmiczną i wreszcie ekspresyjny wokal Shelley'a. Majstersztyk jak się patrzy i wzór dla kolejnych pokoleń szarpidrutów nt. tego, jak stworzyć konkretną, dającą kopa hard-rockową formę bez przynudzania i przerostu ciężkości brzmienia nad klimatem.

„Bandolier” jest płytą, która wieńczy najlepszy okres działalności zespołu. Te pięć pierwszych krążków papugi to podstawowy elementarz początkującego hard-rockowicza. Są riffy, konkretne brzmienie i cała masa zapadających w baniak melodii.

Paweł Horyszny
Na "Bandolier" zadebiutował perkusista Steve Williams, który zagrał także na wszystkich kolejnych wydawnictwach grupy. Skład zespołu ustabilizował się na wiele lat. Jednak był to też początek końca, gdyż późniejsze albumy powszechnie uznawane są za znacznie słabsze. "Bandolier" uznawany jest natomiast za jedno z największych osiągnięć grupy. Już w chwili wydania spotkał się z dobrym przyjęciem, co zaowocowało 36. miejscem na UK Albums Chart. Był to drugi największy - po poprzednim w dyskografii "In for the Kill!" (który doszedł do 29. miejsca) - komercyjny sukces Budgie.

Być może jest to najciekawsze wydawnictwo zespołu, który co prawda nie ustrzegł się tutaj wcześniej popełnianych błędów, ale skupia się na tym, co wychodziło mu najlepiej, prezentując przy okazji nieco większą dojrzałość, zwłaszcza w kwestii kompozytorskiej. Na album trafiło sześć utworów, po trzy na każdą stronę winylowego wydania. Dobrze wypadają otwieracze obu stron. Ciężki, rozpędzony, wyraźnie zapowiadający nadejście heavy metalu "Breaking All the House Rules" może z początku wydawać się nieco toporny, ale dość fajnie się rozwija. Muzykom Budgie zwykle najlepiej wychodziły rozbudowane fragmenty instrumentalne i nie inaczej jest w tym przypadku. Jeszcze lepszy okazuje się "I Can't See My Feeling" (półtora dekady później scoverowany przez Iron Maiden), łączący czad z całkiem chwytliwą melodią i dość urozmaiconą strukturą. Super wyszło wplecenie akustycznej gitary. Równie dobre są kompozycje kończące każdą ze stron. "Who Do You Want for Your Love?" zaczyna się stricte funkowo, by z czasem nabrać hardrockowego ciężaru, a na koniec skręcić w bardziej bluesowe rejony (jest nawet partia harmonijki). O dziwo, trzyma się to nawet kupy, choć nie miałbym nic przeciwko, by całe nagranie było utrzymane w funkowym stylu. Zespół lubił jednak mieszać ze sobą różne elementy, co przypomina także finałowy "Napoleon Bona", składający się z dwóch, wyraźnie odrębnych części: pierwszej akustycznej, balladowej, a drugiej zdecydowanie cięższej, opartej na galopującym basie (wpływ tego nagrania na styl gry Steve'a Harrisa z Iron Maiden wydaje się niezaprzeczalny) i długich solówkach gitary.

Wspomniałem jednak, że zespół nie ustrzegł się też błędów. Zawsze miał bowiem problem z utrzymaniem równego poziomu przez cały longplay. I "Bandolier" zdecydowanie nie jest wyjątkiem. Środkowe kawałki z każdej strony winyla są znacznie mniej udane od wyżej OPISanych. Naprawdę okropnym nagraniem jest "Slipaway" - typowa dla grupy ballada, niewyobrażalnie nudna, smętna i irytująca śpiewem Burke'a Shelleya, brzmiącego tu jeszcze bardziej zniewieściale, niż zwykle. Kawałek pewnie ma swoich wielbicieli, ale nawet oni powinni przyznać, że kompletnie nie pasuje on do całości. Drugim okropieństwem jest przeróbka "I Ain't No Mountain" z repertuaru Andy'ego Fairweathera Lowa, odpychająca nieznośnie banalną i sztampową melodią, szczególnie w refrenie. Oryginał jest zresztą równie obrzydliwy, więc sięgnięcie po ten kawałek i zagranie w ten sam sposób, bardzo źle świadczy o guście muzyków. Te dwa kawałki to zdecydowanie najgorsze, co Budgie nagrało do tamtej pory, wliczając w to nawet miniatury z wczesnych albumów. Jest to o tyle przykre, że pozostałe cztery nalezą do najlepszych - może nie jest to poziom "Zoom Club", ale też niewiele niższy.

Ostatecznie nie mogę więc ocenić tego longplaya na więcej niż "dobry". To i tak bardzo dużo dla albumu zawierającego takie paskudztwa, jak "Slipaway" i "I Ain't No Mountain", ale pozostałe nagrania są bardzo solidne. Doceniam też fakt, że Budgie nie brzmi już tutaj jak epigon Led Zeppelin i Black Sabbath, a zespół o dość rozpoznawalnym stylu, który okazał się całkiem inspirujący dla innych (inna sprawa, że naśladowcy czerpali niekoniecznie z tego, co tu najciekawsze - to zresztą częste u epigonów). Tak więc, mimo wszystko, uważam "Bandolier" za najlepsze dokonanie Budgie.

Paweł Pałasz
Gdy miałem około 17 lat, pożyczyłem od kolegi szpulowy magnetofon Kasprzaka razem z taśmą. Ja jeszcze takiego nie miałem. Z tej właśnie taśmy usłyszałem po raz pierwszy nagrania bardzo dziwnego zespołu. Muzyka była szybka, hałaśliwa i melodyjna, a wokalista śpiewał jak kobieta, wysokim, nieomal piskliwym głosem, lecz podobało się niesamowicie. Najbardziej - króciutki utwór, który poznałem jako "Nieudany zabieg chirurgii mózgu". No i połknąłem bakcyla Budgie. Potem słuchałem innych numerów tej grupy. Tylko to wszystko było kilka razy przegrywane i miało przesterowany dźwięk. Kiedy już posiadałem swój pierwszy magnetofon ZK-145 (lampowy), nagrałem w 1975 roku z radia płytę "Bandolier". Wówczas najbardziej przypadły mi do gustu dwa nagrania. Otwierający całość "Breaking All The House Rules", tłumaczony jako "Łamiąc wszystkie domowe zasady", oraz ostatni kawałek, czyli "Napoleon Bona" w dwóch częściach.

Peter Boot nie okazał się takim perkusistą, jakiego szukała formacja Budgie, Shelley nie był zadowolony z techniki jego gry. Boot nie czuł się pełnoprawnym członkiem zespołu, tylko człowiekiem potrzebnym na pewien czas. Ostatni koncert z Bootem ekipa dała w listopadzie 1974 roku, czyli był w grupie prawie okrągły rok i uczestniczył w nagraniu poprzedniego albumu, "In For The Kill" (zobacz recenzję). Peter przez jakiś czas występował potem w grupie Lion. Na jego miejsce do Budgie dołączył Steve Williams, którego rok wcześniej nie udało się pozyskać, ale tym razem się powiodło. Jeśli chodzi o warsztat instrumentalny, Steve miał przy swojej perkusji Ludwiga jeden bęben basowy - w odróżnieniu od swoich dwóch poprzedników, którzy używali podwójnego zestawu.

Piąta płyta Budgie, "Bandolier", ukazała się we wrześniu 1975 roku. Tytuł nie nawiązywał do czegoś konkretnego. To miała być przenośnia. Jak twierdził lider Burke Shelley, mógł oznaczać ostrą amunicję lub kamień młyński u szyi. Oprócz tego "bandolier" to nazwa pasa z nabojami. Okładka nawiązuje do "Planety Małp", tyle że na koniach siedzą papuzi jeźdźcy. Jest to efekt zamierzony, gdyż Shelley powiedział jej autorowi (Patrick Woodroffe), że chciałby, aby miała związek właśnie z tym głośnym wtedy filmem.

Album nagrano, tak jak cztery poprzednie, w starym studiu "Rockfield" w Walii. Sesja trwała dwa tygodnie, realizatorem był już po raz czwarty Pat Moran, pomagali mu Ray Martinez i Richard Manwaring. "Bandolier" jest ostatnim krążkiem wydanym przez MCA, potem artyści przeszli do wytwórni A&M, bo wydawało się im, że będą w niej mieli lepsze warunki rozwoju, co się jednak nie sprawdziło.

Longplay jest bardzo krótki, bo trwa niespełna trzydzieści pięć minut i zawiera sześć utworów. Zasadniczo powinniśmy obowiązkowo zapamiętać dwa z nich, czyli otwierający stawkę dynamiczny i szybki "Breaking All The House Rules" z bogatą różnorodnością riffów oraz zaliczany do klasyków kapeli dwuczęściowy "Napoleon Bona", który kończy winylowe wydanie. Jest to jedna z najlepszych kompozycji w twórczości ekipy. Charakteryzuje się akustycznym wstępem i fantastyczną galopadą gitarową w drugiej części. Tony Bourge chciał napisać coś o Napoleonie i właśnie wspólnie z Shelley'em stworzyli to kapitalne dzieło, gdzie ciężkie partie gitary brzmią jak tętent szarżujących koni.

Zestaw zawiera jeszcze ładną akustyczną balladę "Slipaway" ze świetną solówką gitarową Tony'ego, a także dwa przeboje w stylu średnio ciężkiego rocka oparte na chwytliwych riffach. Pierwszy z nich to melodyjny i nieskomplikowany "I Can't See My Feelings". Kompozytorem drugiego, "I Ain't No Mountain", mającego podobną strukturę, jest Walijczyk, gitarzysta Andy Fairwather Low (współpracował z Claptonem, a później także z Rogerem Watersem). Ten utwór został wydany na singlu razem z piosenką "Honey" już w lutym. Najmniej porywającym numerem jest "Who Do You Want For Your Love?" (chociaż Bourge zagrał w nim na harmonijce). Zespół występował nawet z tą piosenką w telewizyjnym programie "Old Grey Whistle Test", który wyemitowano 28 czerwca 1975 roku.

W trasie promującej nowy materiał do trójki muzyków dołączył jeszcze jako gitarzysta rytmiczny Myf Isaac. Rozpoczęto ją już we wrześniu w Manchesterze, a pod koniec roku, w Sylwestra, muzycy zagrali nawet w londyńskiej "Olimpii" razem ze Status Quo. Brytyjskie występy rozdzieliło ośmiodniowe tournee po Skandynawii.

Trzeba podkreślić, iż formacja Budgie specjalizowała się w genialnych, raptownych przejściach rytmicznych, zwalniających lub przyspieszających tempo utworu. Jest ich sporo na poprzednich czterech wydawnictwach. Na "Bandolier" mamy też takie zagrania i do nich zaliczyć możemy środkowy fragment "Breaking All...", począwszy od drugiej minuty i czterdziestej ósmej sekundy.

Tym w sumie dobrym albumem, na którym trio zmieniło w pewnym stopniu styl grania i przy okazji pokazało doskonałe selektywne brzmienie, kończy się rozdział klasycznych, pierwszych pięciu płyt bandu. Potem było różnie, ale już nie tak dobrze.

Odnowiony kompakt tradycyjnie zawiera bonusy. Najpierw singlowa wersja "Honey", przypominająca akustyczny The Beatles. Potem koncertowe warianty "Breaking All The House Rules" i "Napoleon Bona" z 1980 roku, z Johnem Thomasem na gitarze, ale z płaskim bootlegowym dźwiękiem. Na zakończenie mamy "Who Do You Want For Your Love?" wykonany na żywo w TV BBC w 1975 roku.

Dodam jeszcze jedną osobistą uwagę. Słuchając tych nagrań, wtedy z dużego tranzystorowego radia Jowita, nie mogłem przypuszczać, że prawie czterdzieści dwa lata później będę o nich pisał na publicznym forum. I że ta muzyka przetrwa tyle czasu, a ja razem z nią.

Meloman


1.Breaking All The House Rules [7:24]
2.Slipaway [4:02]
3.Who Do You Want For Your Love [6:10]
4.I Can't See My Feelings [5:54]
5.I Ain't No Mountain [3:21]
6.Napoleon Bona-Parts 1&2 [7:15]


Burke Shelley - śpiew, gitara basowa
Tony Bourge - gitara
Steve Williams - bębny

https://www.youtube.com/watch?v=CYpoXzQdoKA

NIE ZACHOWUJ SIĘ JAK PRAWDZIWY POLSKI KMIOT... POBIERAJĄC UDOSTĘPNIAJ... UDOSTĘPNIAJ TAKŻE PO POBRANIU!

INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM...                     100% Antifascist
DETALE TORRENTA:[ Pokaż/Ukryj ]

Podobne pliki
BUDGIE - BANDOLIER (1975/2016) [WMA] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - BANDOLIER (1975/2016) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Budgie - Bandolier [1975]
Budgie - Bandolier  [1975]
BUDGIE - IN FOR THE KILL! (1974/2016) [WMA] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - IN FOR THE KILL! (1974/2016) [WMA] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - IN FOR THE KILL! (1974/2016) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - IN FOR THE KILL! (1974/2016) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - NEVER TURN YOUR BACK ON A FRIEND (1973/2016) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - NEVER TURN YOUR BACK ON A FRIEND (1973/2016) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - NEVER TURN YOUR BACK ON A FRIEND (1973/2016) [WMA] [FALLEN ANGEL]
BUDGIE - NEVER TURN YOUR BACK ON A FRIEND (1973/2016) [WMA] [FALLEN ANGEL]
ZZ TOP - FANDANGO! (1975/2013) [WMA] [FALLEN ANGEL]
ZZ TOP - FANDANGO! (1975/2013) [WMA] [FALLEN ANGEL]
ART GARFUNKEL - BREAKAWAY (1975/2012) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
ART GARFUNKEL - BREAKAWAY (1975/2012) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]

Komentarze
2021-04-03 12:29:51
SiwaStara
DziękujęBardzo

Zaloguj się aby skomentować