MENU

KATEGORIE

TOPLISTA

Torrent: PROCOL HARUM - LIVE IN CONCERT WITH THE EDMONTON SYMPHONY ORCHESTRA (1972/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - LIVE IN CONCERT WITH THE EDMONTON SYMPHONY ORCHESTRA (1972/2018) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał: umezrorv
Data: 17-07-2021
Rozmiar: 375.45 MB
Seed: 1
Peer: 0
Pobierz torrent

  • *
Głosów: 0
Kategoria: MUZYKA -> ZAGRANICZNA
Zaakceptował: nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: 3
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 0000-00-00 00:00:00
OPIS:
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...


Zaistnieć w masowej świadomości sporym przebojem to dobra rzecz. Inną sprawą jest wyjście z cienia, jaki ów sukces rzuca na zespół. Gary Brooker i Procol Harum do masowej publiczności dotarli przebojowym, niezwykle popularnym singlem „A Whiter Shade Of Pale”, po czym… No właśnie – masowa publiczność szybko znalazła sobie innych ulubieńców, choć Procol wyrobił sobie kolejnymi, świetnymi albumami dobrą markę i spore grono fanów, to jednak do popularności „Bielszego Odcienia Bieli” było wciąż daleko. Z drugiej strony, Brooker robił wszystko, by udowodnić, że zespół ma do zaoferowania coś więcej niż przeboje: drugi album zespołu „Shine On Brightly” zawierał prawie 20-minutową kompozycję „In Held ‘Twas In I” – jedną z pierwszych naprawdę udanych prób, jeśli chodzi o dużą formę muzyczną podaną w rockowy sposób. Podobnie „A Salty Dog” i „Home” przynosiły porcję kompozycji nierzadko sięgających wybitnego poziomu (choćby „Whaling Stories” czy „Wreck Of The Hesperus”). Potem był gitarowy, blues-rockowy, zdominowany przez Robina Trowera i intrygujący swą odmiennością album „Broken Barricades”. A potem…

A potem pojawiła się propozycja występu z orkiestrą symfoniczną. Pomysł przyjęty gorąco przez Brookera, natomiast dużo mniej chętnie przez Trowera. Procol Harum miał już okazję w roku 1969 występować z orkiestrą kameralną w Ontario: zespół musiał grać cicho, żeby nie zagłuszać delikatnych orkiestracji, co zwłaszcza gitarzystę niezwykle frustrowało. Ponieważ dla Gary’ego Brookera występ z pełną orkiestrą symfoniczną i chórem był wręcz spełnieniem marzeń – lider Harum przyjął zaproszenie do wspólnego koncertu z orkiestrą z Edmonton, za to Trower uprzejmie zrzekł się członkostwa w zespole; zastąpił go Dave Ball.

Samo przygotowanie koncertu szło jak po grudzie. Próby z orkiestrą trzeba było mocno ograniczyć z uwagi na przeboje z kanadyjskimi celnikami, którzy nie chcieli przepuścić zespołowego sprzętu przez odprawę. Dyrygent Lawrence Leonard nienawidził muzyki rockowej (zażądał, by nie wymieniano jego nazwiska w żadnych materiałach dotyczących koncertu; w książeczce nie ma jego nazwiska) i przez cały czas zażarcie kłócił się z Brookerem. Muzycy orkiestry też nie przepadali za rockiem; jeden ze skrzypków nosił nawet kask motocyklowy na próbach, twierdząc, że tylko tak może ograniczyć denerwujący go hałas. W ostatniej chwili, w samolocie do Edmonton, Brooker wymyślił i napisał orkiestrowe aranżacje do „Conquistadora”, włączonego zresztą do programu koncertu za pięć dwunasta; orkiestrze nawet nie udało się dobrze przećwiczyć tego utworu. Również prawie w ostatniej chwili, na tydzień przed koncertem, Gary stwierdził, że całość mimo wszystko wypadałoby zarejestrować; technicy musieli w ciągu kilku dni rozgryźć, jak w wielkiej sali poustawiać mikrofony, by wszystko odpowiednio się nagrało. Brooker spodziewał się katastrofy: miał wrażenie, że na próbach muzycy orkiestry nie przykładają się specjalnie do grania, mechanicznie przelatując swoje partie. Wreszcie w zimny wieczór 18 listopada 1971 kwintet Procol Harum, orkiestra i chór wyszli razem na scenę Northern Alberta Jubilee Auditorium w Edmonton.

Poszło zupełnie inaczej niż się Brooker spodziewał: jak się okazało, muzycy oszczędzali się na próbach, ale na koncercie okazali się pełnym profesjonalizmem i dali ze siebie wszystko, podobnie jak Leonard. Zresztą wyjątkowo gorące przyjęcie ze strony typowo rockowej publiczności, entuzjastycznie oklaskującej muzyków tak zespołu, jak i orkiestry, co nieco ociepliło stosunki pomiędzy Procolami a symfonikami. Do tego jeszcze całość się nagrała na dobrym poziomie technicznym i… w kwietniu 1972 album koncertowy trafił na rynek.

Wielu fanów twierdzi dziś, że „Live In Concert With The Edmonton Symphony Orchestra” to wręcz archetypowy przykład tego, jak znakomicie może zabrzmieć razem rockowy zespół i orkiestra symfoniczna. Może jest w tym co nieco przesady, ale nie zmienia to faktu, że ten album po ponad czterech dekadach od rejestracji robi ogromne wrażenie.

Orkiestracje zrobione są z dużym smakiem: partie symfoniczne są potężne, ale nie przytłaczają zespołu, nie przytłaczają samych kompozycji, do tego są bardzo zróżnicowane: wiele tu drobnych szczegółów, znakomicie podkreślających klimat poszczególnych kompozycji. Ot, choćby „Conquistador”: ze znakomicie budującym nastrój wstępem smyczków i hiszpańskimi w klimacie partiami trąbki i ciekawie przeplatającymi się ze sobą partiami orkiestry i elektrycznych organów w finale. Szczegóły, różne dodatkowe, ciekawie wplecione w całość partie orkiestrowe budują też choćby klimat „All This And More” (te dodatki chóru w tle – poezja! – swoją drogą, to ciekawy przykład, w jakim stopniu mały, drobny dodatek wstawiony we właściwym miejscu może wpłynąć na brzmienie utworu jako całości.) Trochę mniej frapująco wypada „A Salty Dog” – albo inaczej: orkiestrowe partie po prostu podkreślają charakter tej kompozycji, dodają jej kolorytu, mocy.

Dwa fragmenty tej płyty robią wrażenie kolosalne. „Whaling Stories” już w oryginale był kompozycją znakomitą – ale dopiero zagrany z orkiestrą nabrał niesamowitej wręcz mocy. W środkowej części, gdzie ponury, kroczący rytm podkreślają jeszcze „punktowane” wejścia kontrabasów, od momentu wejścia całej orkiestry brzmienie niesamowicie narasta, aż do iście apokaliptycznej eksplozji, niesamowitego dźwiękowego obrazu burzy i zagłady, świetnie spuentowanego gryzącą, świdrującą uszy solówką gitarową; całość pięknie się wycisza, przechodząc w ciepły, melancholijny obraz poranka po burzy i potężną, symfoniczną kodę z wyeksponowanym chórem. Znów: całość budują szczegóły – ot, choćby subtelne wejścia wiolonczel i kontrabasów podkreślające basowy pochód w pierwszej części utworu, bluesująca gitara ciekawie uzupełniająca się z orkiestrowymi dodatkami w początkowej części czy melancholijne trele oboju we fragmencie obrazującym poranek. A przecież jest jeszcze „In Held ‘Twas In I”. Z piękną, rozlewną kantyleną orkiestry, jakby zapożyczonej z IX Symfonii Antonina Dvoraka. Z uroczymi dodatkami fletu, budującymi klimat piosenkowej części „In The Autumn Of My Madness” i niesamowitym rozwinięciem instrumentalnym, gdzie dramatyczny gitarowy pasaż płynnie przechodzi w aranżację orkiestrową. Z potężnym, podniosłym, orkiestrowo-chóralnym finałem… Powalające wrażenie.

Płyta cieszyła się dużym powodzeniem; na liście „Billboardu” dotarła do 5. miejsca – najwyższego, jakie zajęła kiedykolwiek płyta Procol Harum („Konkwistador” na singlu dotarł do miejsca 16.). Z uwagi na kwestie wydawnicze (nie do końca jasne kwestie własności taśm-matek), „Live In Concert With The Edmonton Symphony Orchestra” przez całe lata była nieosiągalna na srebrnym krążku (nabywając z czasem statusu niemal mitycznego). Wreszcie w roku 2002 ukazało się wznowienie, wzbogacone o „Luskus Delph” (fajne wykonanie, bez przesadnego dociążania orkiestrą). I dla każdego fana rocka progresywnego jest to jak najbardziej obowiązkowy rozkład jazdy.

Piotr 'Strzyż' Strzyżowski

Współbrzmienie grupy rockowej z orkiestrą symfoniczną bardzo często i od dawna było wyzwaniem dla muzyków z szeroko pojętego nurtu rockowego. Jako jeden z pierwszych wykorzystał orkiestrę w swich nagraniach zespół The Moody Blues na albumie "Days of Future Passed" (1967), następnie John Lord nagrywając z Deep Purple "Concerto for Group and Orchestra" (1969). Jednak te dwa przykłady są nieco inne od przypadku, który jest tematem niniejszej recenzji, mianowicie nie było w tych nagraniach partii chórów. Chyba po raz pierwszy zestawienie elementów klasycznej muzyki na taką skalę (chór i orkiestra) w powiązaniu z zespołem rockowym pojawiło się za sprawą "Atom Heart Mother" Pink Floyd, którego premiera na żywo odbyła się na festiwalu w Bath w Anglii w 1970 roku. Jednak nie zostało to udokumentowane żadną oficjalną płytą. To znaczy płyta jest, ale nagrana później w wersji studyjnej.

Zespół Procol Harum nagrał taki album na żywo w dniu 18 listopada 1971 roku w Edmonton w Kanadzie. Oprócz grupy na scenie w Holiday Inn w tym wydarzeniu uczestniczyło 52 muzyków Edmonton Symphony Orchestra oraz 24 śpiewaków chóru Da Camera Singers, a także publiczność w liczbie około 3000 osób.

Od nagrania poprzedniego wydawnictwa w Procol Harum nastąpiły spore zmiany. Wolne miejsce basisty zajął debiutant Alan Cartwright. Kiedy dotychczasowy gitarzysta Robin Trower dowiedział się o planowanej na taką skalę koncertowej płycie, zrezygnował z gry w formacji. Po prostu nie widział siebie w tym projekcie. Jego miejsce śmiało zajął młody, ledwie 21-letni Dave Ball.

"Live In Concert with the Edmonton Symphony Orchestra" nie zawiera nowych kompozycji. Słyszymy tu utwory ze starszych płyt zaaranżowane na nowo przez Gary Brookera na potrzeby tego występu. Jest to przekrój dotychczasowego dorobku, począwszy od debiutu "Procol Harum", a skończywszy na "Home". W wydanej w 2009 wersji jubileuszowej z okazji 40-lecia formacji, wśród bonusów mamy także dwa kawałki z "Broken Barricades", w tym jeden nagrany z orkiestrą.

Już od początku daje się odczuć świetną atmosferę na sali, bo wśród odgłosów dostrajania słyszymy jakieś dowcipy lidera i śmiech publiczności. Początek tak z hiszpańska, bo żywym nagraniem "Conquistador". Uderza w nim brzmienie trąbek oraz świetnie nagłośniona perkusja, która nie zgubiła się w tej masie instrumentów. Potem do głosu powoli dochodzi również gitara i organy. Następne nagranie to spokojniejsze "Whaling Stories", które jednak w końcowej części rozwija się potężnie, aby przeistoczyć się w gitarową solówkę i wybrzmieć krótkim chóralnym śpiewem. Głosy mew, romantyczny głos Brookera oraz akordy fortepianu to początek następnego ze znanych kawałków, czyli marynistycznego "Salty Dog". Odczuwamy tu już pełniejsze oblicze orkiestry. W kolejnym "All This And More" mamy wszystkiego po trochu, ale najbardziej jednak słyszalna jest grupa rockowa. W szczególności krótkie, ale dobitne gitarowe solówki.

Ostatnią pozycją koncertu jest długa osiemnastominutowa, składająca się z pięciu części, suita "In Held Twas In I". Tytuł nie jest prosty do przetłumaczenia na język polski, ale ja znam wersję: "Byłem Zamknięty". Tak naprawdę dopiero w tej kompozycji słychać cały urok oraz kunszt spotkania się zespołu rockowego z orkiestrą symfoniczną i chórem. Wszystko jest świetnie dopracowane. Zarówno sekcja smyczkowa, jak i dęta mają okazję wykazać pełną krasę swojego brzmienia. Chórzyści wyśpiewywać mogą swoje partie pełnym głosem. Każda z części tej suity posiada swoje smaczki. I tak kolejno możemy między innymi usłyszeć bardzo stonowany wstęp na smyczkach na tle monologu Brookera. Później subtelne wejście chóru, a także recytującego swój wiersz Keitha Reida. Dalej mamy nawet trochę elementów kabaretowo - wodewilowych. Nie zabrakło również pięknego barokowego motywu na organach. Jest taki moment, gdzie poraża swoją energią surowe brzmienie gitary, które wydobywa się jakby gdzieś spod ziemi i przechodzi w świetną solówkę, by wreszcie ustąpić miejsca wyważonemu i czystemu wokalowi Brookera. W finale ujawniają się chórzyści, fortepian i znowu chór, ale z całą swą magiczną mocą. Całość zamykają narastającym jednoczesnym głosem wszystkie trzy formacje muzyczne, spięte w końcówce jakby klamrą partiami gitary. Po wybrzmieniu ostatnich porywających wręcz taktów tej kompozycji słyszymy jeszcze czterdzieści sekund oklasków.

Nie powinno się słuchać dodatkowych utworów, które są na tym krążku. Nie w tej chwili, później - jak najbardziej. Teraz jednak trzeba zatrzymać się przez chwilę myślami, aby ochłonąć. Ta płyta to bardzo udane zestawienie brzmienia muzyki symfonicznej z uduchowionym artrockowym repertuarem Procol Harum.

Meloman


1. Conquistador   5:02
2. Whaling Stories   7:40
3. A Salty Dog   5:35
4. All This And More   4:22
5. In Held 'Twas in I   19:03
-Glimpses Of Nirvana
-'Twas Teatime At The Circus
-In The Autumn Of My Madness
-Look To Your Soul
-Grand Finale

Bonus Tracks:
6. Luskus Delph   3:38
7. Simple Sister   3:20
8. Shine on Brightly   4:06
9. A Salty Dog   4:38
10. Luskus Delph   3:35

Track 6: B-side of single - released in 1972.
Tracks 7 - 10: Taken from the concert rehearsals.
Tracks 9 & 10: Previously unreleased.


Gary Brooker – Piano, Vocals
Chris Copping – Organ, Harpsichord
Dave Ball – Guitar
Alan Cartwright – Bass
B.J. Wilson – Drums
The Edmonton Orchestra conducted by Lawrence Leonard
The Da Camera Singers

https://www.youtube.com/watch?v=5rtMI4_r4jM

NIE ZACHOWUJ SIĘ JAK PRAWDZIWY POLSKI KMIOT... POBIERAJĄC UDOSTĘPNIAJ... UDOSTĘPNIAJ TAKŻE PO POBRANIU!

INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM...                           100% Antifascist
DETALE TORRENTA:[ Pokaż/Ukryj ]

Podobne pliki
PROCOL HARUM - LIVE IN CONCERT WITH THE EDMONTON SYMPHONY ORCHESTRA (1972/2018) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - LIVE IN CONCERT WITH THE EDMONTON SYMPHONY ORCHESTRA (1972/2018) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - PROCOL HARUM (1967/2015 DELUXE EXPANDED & REMASTERED EDITION) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - PROCOL HARUM (1967/2015 DELUXE EXPANDED & REMASTERED EDITION) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - PROCOL HARUM (1967/2015 DELUXE EXPANDED & REMASTERED EDITION) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - PROCOL HARUM (1967/2015 DELUXE EXPANDED & REMASTERED EDITION) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - STILL THERE'LL BE MORE-AN ANTHOLOGY 1967-2017 (2018) [DVD9+2DVD5] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - STILL THERE'LL BE MORE-AN ANTHOLOGY 1967-2017 (2018) [DVD9+2DVD5] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - SHINE ON BRIGHTLY (1968/2015 DELUXE EDITION) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - SHINE ON BRIGHTLY (1968/2015 DELUXE EDITION) [WMA] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - SHINE ON BRIGHTLY (1968/2015 DELUXE EDITION) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
PROCOL HARUM - SHINE ON BRIGHTLY (1968/2015 DELUXE EDITION) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
MAHAVISHNU ORCHESTRA - BETWEEN NOTHINGNESS AND ETERNITY-LIVE (1973/2007) [WMA] [FALLEN ANGEL]
MAHAVISHNU ORCHESTRA - BETWEEN NOTHINGNESS AND ETERNITY-LIVE (1973/2007) [WMA] [FALLEN ANGEL]
MAHAVISHNU ORCHESTRA - BETWEEN NOTHINGNESS AND ETERNITY-LIVE (1973/2007) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]
MAHAVISHNU ORCHESTRA - BETWEEN NOTHINGNESS AND ETERNITY-LIVE (1973/2007) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]

Komentarze

Brak komentarzy

Zaloguj się aby skomentować